Na niepowodzenie nie mogą narzekać natomiast Norwegowie. Nie dziwi to rzecz jasna, ale podziw budzi zawsze. Jeżeli drużyna wciągu połowy startów gromadzi aż 12 medali, w tym cztery złota, to ręce same składają się do braw. W mediach dosyć często reprezentacja Norwegii nazywana jest "armią czerwoną". Siłę Norwegów widać przede wszystkim w biegach narciarskich, gdzie na 21 możliwych do zdobycia medali, zgromadzili aż dziesięć! Warto podkreślić, że większość tych medali zdobywały kobiety, które w biegu na 15 km zdobyły wszystkie trzy medale. Mnie osobiście czasami ponoszą emocje, (zastanawiam się dlaczego połowa norweskich biegaczy i biegaczek jest chora na astmę) używam słów, które z pewnością mogą mieć na celu usprawiedliwiania porażki Justyny, czy np. Dario Cologna. Warto jednak podkreślić, że Norwegia to kraj, w którym nie żałuje się pieniędzy na sporty zimowe, a w szczególności na biegi. To jest sport numer jeden w tym państwie i to niepodważalnie. Tam w zawodach krajowych startuje 1500 biegaczy, a wybiera się tylko bardzo utalentowane perełki, które później mają zagwarantowane już wszystko. Nie ma co ukrywać, że Polska pod żadnym pozorem nie może równać się z tym krajem w tej dyscyplinie. Justyna Kowalczyk jestem ewenementem w skali światowej. Dzisiaj bardzo cennym ewenementem, który pozwala urozmaicać tą dyscyplinę. Skoki narciarskie w naszym kraju były popularne bez Adama Małysza (na pewno nie w takim stopniu jak za jego "kadencji", ale były). Kamil Stoch podkreślał, że on pamięta z dzieciństwa, że trybuny na Wielkiej Krokwi w trakcie Pucharu Świata zawsze były pełne. Adam przyczynił się do rozwoju tego sportu, ale Justynie będzie o to ciężko. Tutaj chodzi o korzenie. W skokach było zainteresowanie już szybciej, a w biegach właściwie nie. Nie wydaje mi się, abyśmy mieli w biegach narciarskich kiedykolwiek kadrę na miarę obecnej reprezentacji w skokach narciarskich. Obym się mylił.














Kamil Stoch po kwalifikacjach na skoczni HS-106 












