O KRÓLU S(T)OCH(I) I JEGO ZIOMKACH!

Jest trzech takich w historii, którzy zgarnęli dwa złote medale w skokach na jednych Igrzyskach. Do niedawna Fin i Szwajcar, dziś także Polak.

AUSTRIA, NIEMCY, NORWEGIA, JAPONIA, SŁOWENIA, POLSKA…

Napiszę szczerze… Bardzo długo zbierałam się do napisania tego felietonu. Miał już się ukazać po konkursach w Willingen ale uznałam, że nic nie wiemy o formie dwóch filarów austriackich skoków...

ZAKOPANE OKIEM KIBICA - CZ.3.

Za nim w niedzielny poranek otworzyłem oczy, niestety do moich uszu dotarł ten wredny dźwięk! Zapowiadało się to, czego każdy polski kibic obawiał się przed wyjazdem.

MIKA KOJONKOSKI - WYMARZONY TRENER

Do napisania o Mikim nakłoniła mnie moja ostatnia lektura książki Mika Kojonkoski - tajemnica sukcesu.

MISTRZ OLIMPIJSKI - TO BRZMI DUMNIE!

Polska oszalała! Starsi czekali na ten moment od 42 lat. Nie udało się w Salt Lake City, Turynie i Vancouver Adamowi Małyszowi. Wielkiej legendzie i jednemu z najwybitniejszych skoczków w historii.

piątek, 11 stycznia 2013

Czy mamy wreszcie "Dream Team"?


Na skoczniach narciarskich całego świata zawsze dzieje się dużo. Jednakże, mówiąc o Wielkiej Krokwi, użyć słowa "dużo" to tak, jak popełnić ogromny grzech. W Zakopanem od lat dzieje się ogromnie wiele, zawsze kibice tworzą niezapomnianą atmosferę, a przy tym zwykle jesteśmy świadkami bardzo magicznych momentów. Sportowe wydarzenie, którego zazdrości nam cały świat skoków. Dziś właściwie udowodniono mi, że nic się nie zmienia!



Pierwszy historyczny konkurs w Wiśle zakończył się dwa dni temu. Chociaż tam odczucia były mieszane, to w Zakopanem historyczny konkurs drużynowy odbył się z udziałem najwyższych sportowych emocji. Czy pamiętacie, żeby kiedykolwiek reprezentacja Polski właściwie do samego końca liczyła się w walce o wygraną? Oglądając dzisiejszy spektakl, co chwile przecierałem oczy ze zdumienia. Polacy skakali, jak natchnieni. Właściwie siedem skoków było bardzo dobrych. Nie chcę pisać, że Krzysio Miętus zawiódł, bo moim zdaniem nikt inny nie poradziłby sobie lepiej z takim podmuchem. Skok z pierwszej serii Miętusa pozwolił utrzymać prowadzenie, a więc mimo wszystko... głowa do góry. Kibice w Zakopanem z pewnością w chwili obecnej świętują i myślę, że jutro zawitają na Wielkiej Krokwi ilością 20.000 a może i więcej... Tym bardziej, kiedy każdy zorientuje się, iż indywidualnie najlepszy dziś był Kamil Stoch, przed Maciejem Kotem! Dodatkowo na miejscu czwartym znalazł się Piotr Żyła. To tylko potwierdza, jak silne emocje mogą towarzyszyć nam jutro.

Warunki sprawiły dzisiaj wiele niespodzianek. Wystarczy spojrzeć na bardzo słabe miejsce faworytów dzisiejszych zawodów - Norwegów. Siódme miejsce to absolutna porażka. Jednakże moim zdaniem bardzo duży wpływ na to miał ogromny pech Toma Hilde i Andersa Jacobsena. Ten pierwszy właściwie zachwycił swoją doskonałą umiejętnością ratowania się w powietrzu przed upadkiem. Za to należą się Norwegowi ogromne brawa. Tylko właściwie te owacje w niczym im nie pomogą. Tym bardziej, kiedy startuje się w roli głównego kandydata do zwycięstwa. Nie ma też co szczędzić w słowach, bo pozostali z tej ekipy, skacząc w lepszych warunkach, nie błyszczeli tak mocno, jak w to było w Wiśle. Triumfator ostatniego konkursu skakał, jak swój własny cień. Kolejnym ogromnym rozczarowaniem jest postawa Niemców. Tutaj już totalnie nie wiem, co i kiedy się zepsuło. Na początku istnienia tego bloga, pisałem o wielkim powrocie naszych zachodnich sąsiadów. Czwarte miejsce to teoretycznie nie jest jakaś druzgocząca porażka, ale Niemcy stracili do Polaków prawie 50 punktów! Coś niebywałego! A przecież Mistrzostwa Świata są dopiero przed nami!



Na koniec krótko wspomnę jeszcze o ekipie Austrii. Zabrakło Schlierenzauera i ta ich pewna machineria jakoś nie ma miejsca. Przecież mówimy o drużynie, która potrafiła wygrać nawet bez największych gwiazd. Miejsce na podium trzeba zawsze uznawać za sukces, ale ta drużyna na pewno ma zawsze aspiracje do wygranej. Przejdę szybko do skoczka, który w tym sezonie właściwie totalnie zawodzi. Thomas Morgenstern, jeśli jak najszybciej nie poprawi swoich lotów, to prawdopodobnie po raz pierwszy w swojej karierze znajdzie się poza czołową dziesiątką Pucharu Świata na koniec sezonu. Pozostaje pytanie... czy Gregor Schlierenzauer po chorobie będzie wstanie uratować austriacki honor i powalczy z Polakami o zwycięstwo?

"Ależ odpalił rakietę!" - Włodzimierz Szaranowicz, Zakopane 2013




czwartek, 10 stycznia 2013

Garbik i fajeczka w Wiśle!


„A miało być tak pięknie, miało nie wiać w oczy nam i ociekać szczęściem…” – niestety pierwszy historyczny konkurs w Wiśle upłynął bez tak ogromnych emocji, jakie miały towarzyszyć w naszych mniemaniach. Śmiem nawet twierdzić, że był to pierwszy tak niesprawiedliwy konkurs w tym sezonie. Zdecydowanie głównym aktorem dzisiejszych zawodów był… wiatr!

Zacznę może jednak od tego, że moim zdaniem Wisła organizacyjnie wypadła bardzo dobrze. Zresztą moje zdanie potwierdza Walter Hofer, który szczególną uwagę zwrócił na catering. Jak donosi portal Wirtualna Polska, dyrektor Pucharu Świata stwierdził, że pod tym względem wypadliśmy lepiej niż Turniej Czterech Skoczni. To wbrew pozorom spory atut, gdyż, jak twierdzi Apoloniusz Tajner, władze FIS-u nie zwracają zazwyczaj na ten aspekt uwagi. Z racji, że organizacja została oceniona bardzo dobrze, rosną szansę, że 15. stycznia 2014 roku skoczkowie ponownie zawitają do Wisły. Miejmy nadzieję, że w przyszłym roku warunki będą nieco bardziej łaskawe!



To był konkurs, w którym ciężko było skupić uwagę na skokach. Zdecydowanie przeliczniki za wiatr zdominowały przebieg zawodów. Wiatr pod narty, wiatr z tyłu skoczni, punkty odjęte, punkty dodane… jak się okazuje nie wszystko jest tak oczywiste. Zawodnicy potwierdzają, że w powietrzu bardzo często czuli zupełnie inne warunki, niż te, które pokazywały im punkty. Przez cały ten sezon system zdawał się funkcjonować dobrze. Mało kto zgłaszał jakieś sprzeciwy, mniej było dziwnych gestów Schlierenzauera, czy Tepesa pod adresem jury. W Wiśle wszystko jakby się zmieniło. Historyczny konkurs, który miał być tak magiczny… stał się, jakby na przekór zupełnie nieprzewidywalnym i loteryjnym. Wygranymi, oprócz zwycięzcy Andersa Bardala (pierwsze zwycięstwo, zdobywcy Pucharu Świata 2011/2012, w tym sezonie), są rzecz jasna wielcy nieobecni. Mam na myśli Severina Freunda, młodego Wellingera, czy dziwnie rozchorowanego Schlierenzauera. Skoczkowie ci, nie narazili się na niepotrzebne zawirowania, które mogłyby się przyczynić do nagłego obniżenia formy, czy nawet zakończyć kontuzją. Mówiąc cały czas o loteryjnych warunkach, nie mogę nie wspomnieć o fakcie, że cała czołowa trójka zasłużyła na podium. Jako jedyni potrafili poradzić sobie z trudnym warunkami i dali kibicom możliwość oglądania choć trochę dalekich skoków.

Przy tym wszystkim nie wolno mi zapomnieć o nowej, starej gwieździe polskich skoków narciarskich. Piotr Żyła, zajmując najlepsze miejsce w swojej karierze, wreszcie znów miał okazję do błyskotliwej wypowiedzi „na lajfie”. Tym samym trafił na języki, pierwsze strony gazet i główne strony wszelkich serwisów w Polsce. Jego wywiad przyćmił nawet świetny wynik sportowy. Przecież tekst „Ruszyłem z belki, garbik, fajeczka i poleciało!” przejdzie, jako kolejny (po „No chyba mu flache postawie”), do historii. Zresztą już dziś wideo z wypowiedzią Piotrka, stało się hitem Internetu. Miło, że mimo mieszanych odczuć, co do konkursu, Piotrek mógł zadowolić nas i super wynikiem i bardzo dobrym poczuciem humoru!



Nie umiem przejść obojętnie obok jednego zjawiska. Bardzo ważnego moim zdaniem. Konkurs w Wiśle już do końca przekonał mnie, że Polska kocha Kamila Stocha. Po paru latach wreszcie jestem tego pewien. Nie słychać już opinii, że to nie Małysz, nigdy nie będzie tak dobry, nie sprosta naszym wymaganiom, ach jak daleko mu do mistrza. Jeżeli nawet słychać, to bardzo, bardzo rzadko! Kibice wykupili wszystkie bilety w Wiśle, ba… było widać nawet, że niektórzy oglądali skoki „zza płotu”. Ci jakby nielegalni, także przybrani w biało-czerwone dodatki i bardzo ważne atrybuty kibica. Wiele transparentów, ale ten jeden, moim zdaniem najważniejszy: „Adam jeździ na Dakarze, a jak skakać Stoch pokaże!”. Widać, że wreszcie liczymy przede wszystkim na niego. Każdy z Polaków otrzymywał spory doping, ale ten dla Kamila, jakby dwa razy większy. Zaufanie społeczne wzrasta, dzięki fantastycznym sukcesom. Większe wsparcie widać także po zdecydowanie wyższych wynikach oglądalności, niż w ubiegłym sezonie. Turniej Czterech Skoczni zyskał względem ubiegłego roku ponad milion widzów, a ostatni konkurs w decydującym momencie śledziło blisko 7,5 miliona widzów. Wczorajszy konkurs w Wiśle, mimo tak trudnych warunków, braku podium dla Polaka – ok. 6 milionów widzów. To napawa optymizmem, bo chociaż drugiej małyszomanii nie będzie, to przyjemnie śledzi się poczynania Kamila Stocha, gdy słychać ten ogromny doping. Jestem pewien, że nie zawiedzie naszych oczekiwań. Może w Zakopanem wygra po raz trzeci?


"Warto żyć, warto czekać, warto wierzyć!" - Włodzimierz Szaranowicz, IO Vacouver 2010
Skoki narciarskie - najlepsze materiały w sieci!



poniedziałek, 7 stycznia 2013

Kowalczyk pisze historię!


Coraz częściej zastanawiam się, dlaczego ona to robi? Przecież to już kolejny sezon w tak wielkiej formie, ba… ja mam wrażenie, że z roku na rok jest coraz mocniejsza. Ile trzeba mieć w sobie determinacji, siły i woli walki, aby robić tak fantastyczne rzeczy. Mistrzyni Olimpijska, dwukrotna Mistrzyni Świata – Justyna Kowalczyk po raz czwarty zwyciężyła w prestiżowym cyklu Tour de Ski (często porównywanym do Turnieju Czterech Skoczni). Osiągnięcie jest tym bardziej wielkie, że właściwie samo wejście na Alpe Cermis wymaga wielkiej wytrzymałości.



Niektórzy mogą twierdzić, że Polka wygrała, bo zabrakło na starcie jej najgroźniejszej rywalki – Marit Bjoergen. Zazdroszczę im takiego spojrzenia na tą sytuację. Moim zdaniem nieobecnych się nie ocenia, bo w gruncie rzeczy Justyna w ubiegłym roku zdeklasowała Bjoergen i nie ma co zakładać, że Norweżka byłaby lepsza. Nie ma co gdybać. Najważniejsze, że odparła ataki innych przeciwniczek. Warto zwrócić uwagę, że pierwszy raz w historii Kowalczyk udało się w dość łatwy sposób wybudować ogromną przewagę przed ostatnim etapem. Sama twierdzi, że to był najłatwiejszy tour, jeśli chodzi o poszczególne etapy przed finałem. Myślę, że z taką formą ciężko będzie jej wydrzeć czwarty w karierze Puchar Świata. W dodatku naprawdę wierzę, że po 4 latach przerwy znowu zostanie Mistrzynią Świata, być może nie tylko jeden raz.



Przejdę teraz do wspomnianej przeze mnie wczoraj Therese Johaug. Dla mnie to w ogóle jest postać bardzo wyjątkowa. O ile do Marit Bjoergen mam bardzo mieszane odczucia, o tyle do Therese czuję swego rodzaju sympatię. Przyznam szczerze, że po tych wszystkich biegach etapowych stwierdziłem, że ona jest bez sił. Zastanawiałem się właściwie co się z nią stało, skreśliłem ją. Wczoraj zaskoczyła mnie bardzo mocno. Wiem, że co roku miała bardzo dobry czas na Alpe Cermis, ale żaden wyścig tegorocznego Tour de Ski nie pokazywał, iż Norweżka może odrobić taką stratę do Justyny Kowalczyk. Co prawda Justyna miała sytuację komfortową z tak ogromną przewagą, ale ja tu doceniam siłę, jaką wkładała druga zawodniczka TdS. To będzie groźna zawodniczka w tym roku i wiem, że nigdy nie warto jej przekreślać.
Trzymając się Norwegii, zastanawiam się także dlaczego jeszcze nigdy nie udało się zawodnikowi tej narodowości wygrać tego prestiżowego cyklu. Nie ma co ukrywać, że dysponują oni najlepszą kadrą na świecie. Wcześniejsze edycje odpuszczali, ale na ostatnie dwie nastawiali się bardzo mocno. Ani Marit Bjoergen w ubiegłym roku, ani Peter Northug teraz, nie podołali morderczym wspinaczkom. Dlaczego gwiazdy światowego narciarstwa nie potrafią sobie poradzić w Tour de Ski?
To chyba jednak nie nasze zmartwienie. Cieszmy się, że jak na razie to Polska ma najwięcej zwycięstw. Kto wie, może za rok Kowalczyk zrobi coś jeszcze bardziej niebywałego i zwycięży po raz piąty? Na to musimy poczekać rok, tymczasem zobaczmy jak dużą przewagę w klasyfikacji generalnej ma na dzień dzisiejszy Justyna Kowalczyk!





Czołowa dziesiątka Pucharu Świata:
1. Justyna Kowalczyk (Polska)           1222 punktów
2. Therese Johaug (Norwegia)              852
3. Kikkan Randall (USA)                     774
4. Kristin Stoermer Steira (Norwegia)   702
5. Anne Kylloenen (Finlandia)               619
6. Heidi Weng (Norwegia)                    575
7. Krista Laehteenmaeki (Finlandia)      545
8. Marit Bjoergen (Norwegia)              450
9. Denise Herrmann (Niemcy)              426
10.Astrid Jacobsen (Norwegia)            424

niedziela, 6 stycznia 2013

Drømmen endelig - finał marzeń!


Drodzy czytelnicy! Po dzisiejszych emocjach zaczynam dochodzić do wniosku, że jestem chory psychicznie. Niestety nie można tego inaczej określić. Jednakże życzyłbym sobie, aby każdy borykający się z problemami psychicznymi, był tak pozytywnie chory. Ta choroba wywołana jest kapitalnymi emocjami, których jeszcze nigdy nie widziałem w trakcie żadnego Turnieju Czterech Skoczni do tej pory. Po dzisiejszym konkursie ciężko jest mi ochłonąć, a już szczególnie, gdy pomyślę, że za dwa dni znowu zaczynamy serię konkursów i to w POLSCE!



Stało się! Chociaż nie ukrywam, że to nie mój faworyt wygrał. Gregor Schlierenzauer został triumfatorem 61. Turnieju Czterech Skoczni. Warto podkreślić, że to drugie zwycięstwo z rzędu, jednakże w tym roku w pełni zasłużenie. Bez żadnych wątpliwości, czy pogłosów na temat ewentualnej pomocy ze strony dyrektora Pucharu Świata. Do tej pory ośmiu skoczkom udawało się wygrywać ten wielki szlem dwukrotnie z rzędu. Tylko Bjørn Wirkola potrafił zrobić to trzy razy pod rząd. Doszło tym samym do absolutnej dominacji Austriaków, ponieważ pierwszy raz w historii zawodnicy jednego kraju wygrywali turniej pięć lat po kolei. Ostatnim zwycięzcą, nie Austriakiem, był Anders Jacobsen, aż 6 lat temu! Brawo dla Gregora za świetną postawę i odrobienie straty z nawiązką po pierwszej części szlema.
Kolejne wyrazy uznania dla Andersa Jacobsena! Czy ktoś może odmówić triumfatorowi TCS w sezonie 2006/2007, tytułu najbardziej walecznego skoczka tego tournee? W sytuacji, kiedy po pierwszej serii jeszcze nieco stracił do lidera tego cyklu, oddać skok na 139 metr, to coś czego można mu pozazdrościć. Ogromna klasa i zasłużone drugie miejsce! W ogóle moim zdaniem Norwegia po latach pewnego zastoju ma z czego się cieszyć. Kibice tego kraju mogli oglądać aż dwóch swoich zawodników na podium austriacko-niemieckiego turnieju. Co ostatnio Norwegom udało się w 1982 roku, kiedy to na drugim miejscu stanął Roger Ruud, przed Per Bergerudem. Tym razem na trzecim miejscu stanął Tom Hilde, który powtórzył wyczyn sprzed dwóch lat.



Przejdę teraz do sprawy, która w ogóle wytrąciła mnie ostatnio z myślenia o czymkolwiek innymi. Całymi dniami rozmyślałem, czy Kamil Stoch dogoni podium w klasyfikacji generalnej Turnieju Czterech Skoczni. Wierzyłem w to głęboko, ale proszę mi wierzyć, że wcale nie jestem rozczarowany, bo jak każdy wie… jeśli przegrywać, to w wielkim stylu. Dzisiejszy skok Stocha z pierwszej serii utwierdził mnie w przekonaniu, że jest w chwili obecnej w gronie trzech najlepszych skoczków na świecie. Powiedzmy sobie szczerze, że Polak przegrał podium notami za styl. Moim zdaniem dla Kamila należą się ogromne brawa, bo to najlepszy wynik Polaka od dziesięciu lat! Już dekada minęła od trzeciego miejsca Adama Małysza w TCS!
Analizując dzisiejszy dzień, jestem w stanie nazwać Kamila – Therese Johaug skoków narciarskich. Stoch odrobił bowiem bardzo dużą stratę w dość szybkim tempie. Podobnie jak Norweżka w trakcie ostatniego etapu Tour de Ski, które po raz czwarty padło łupem Justyny Kowalczyk (o tym więcej wkrótce).
Bardzo mi przyjemnie, gdy po raz kolejny mogę pochwalić nie tylko Kamila, ale także Macieja Kota. Czy ktoś z Was pamięta, kiedy ostatnio Polak (oprócz Stocha i Małysza) zajmował miejsce w pierwszej dziesiątce trzy razy z rzędu? Szczerze mówiąc, jak dla mnie Maciek w mgnieniu oka stał się bardzo groźnym przeciwnikiem i mam wrażenie, że jego siła rośnie z dnia na dzień. Kapitalny konkurs w jego wykonaniu. Z takimi skoczkami jak Kot i Stoch możemy zacierać ręce na konkursy w Polsce. Jestem pewny, że będą się liczyć w walce o zwycięstwo!




„Mistrzostwa Świata przed nami, a on idzie jak polski orzeł w górę!” – Włodzimierz Szaranowicz, Titisee-Neustadt 2007


piątek, 4 stycznia 2013

Fortuna kołem się toczy!


To jest właśnie to, za co tak bardzo kochamy sport. Nieprzewidywalność, dająca tak sporą dawkę emocji. Zaskoczenie, które nadaje każdej dyscyplinie jeszcze większego uroku. Swego rodzaju adrenalina, która przyciąga przed ekrany miliony widzów. Żadne tańczące gwiazdy, czy różowe dziewczynki u wielkiego brata, nie mogą poszczycić się tak dobrymi wynikami telemetrycznymi. Bo sport to… zdrowie. Dyscypliną, która jest w czołówce najbardziej nieprzewidywalnych, są skoki  narciarskie. Jakże inaczej podsumować dzisiejsze zawody, jak nie pewną sentencją: „Fortuna kołem się toczy”?



Drodzy czytelnicy! Przyznam szczerze, że nie przypuszczałem nawet w snach, że Anders Jacobsen może stracić prowadzenie w Turnieju Czterech Skoczni już po pierwszym konkursie w Austrii, ale mało to. Przecież on właściwie ma teraz taką stratę, jaką miał przewagę. Czy Waszym zdaniem już przegrał rywalizację w niemiecko-austriackim tournee? Według mojej opinii, a już szczególnie po dzisiejszym obrocie sprawy, warto zacytować słowa jednej piosenki: „Wszystko się może zdarzyć…”. Dopóki nie zakończył się konkurs w Bischofshofen, nie warto oddawać zwycięstwa w ręce Gregora Schlierenzauera, który moim zdaniem wygrał dziś w swoim dawnym stylu. Nareszcie mogę to śmiało napisać!

Może dziwnie zabrzmi to, co napiszę, ale co tam. Według mnie bohaterem dnia został jednak Kamil Stoch. Ode mnie wielkie owacje na stojąco i ukłony. Skoczek, który jeszcze miesiąc temu właściwie nie istniał w Pucharze Świata, daje nam ogromne powody do zadowolenia w trakcie tych prestiżowych zmagań. Nareszcie wpisuje się do historii skoków narciarskich, jako zdobywca miejsca na podium w konkursie Turnieju Czterech Skoczni. Sam uważa, że to jedno z jego największych osiągnięć. Wciąż możemy mówić, że Polak ma szanse stanąć na podium  w klasyfikacji tego wydarzenia. Tym bardziej, że dziś odrobił połowę straty do Toma Hilde. Wciąż wierzę, że Kamila stać na taki wyczyn. Cieszę się bardzo, że już kolejny sezon z rzędu Stoch jest w gronie faworytów i  mam nadzieję, że wkrótce wybuchnie mega formą. Warto wspomnieć, iż awansował już do czołowej dziesiątki Pucharu Świata i nie musi się kwalifikować. Brawo!

Widział ktoś gdzieś taką czapę jak ma Kamil? Pochodziłbym sobie w takiej! 

Brawo biało-czerwoni! Czy pamięta ktoś z Was taką sytuację, aby w czołowej 30stce TCS było aż czterech Polaków? Jeszcze nigdy tak nie było! Maciej Kot zajmując dziś 9. lokatę (drugi raz z rzędu w czołowej 10tce) wysunął się na 20. pozycję w „generalce” tego turnieju. Przypomnę tylko, że Kot był 50. w Oberstdorfie, co tylko podkreśla jego absolutną poprawę. Dawid Kubacki zajmuje w chwili obecnej 26. miejsce, a Piotr Żyła 30. Jako drużyna nabieramy mocy, co bardzo ważne przed drużynowym konkursem w Zakopanem. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że w Bischofshofen nie zabraknie emocji! Ba… jestem tego pewien!


„I o takie skoki właśnie chodzi!” – Sebastian Szczęsny, niemal każdy konkurs 2011/2012


wtorek, 1 stycznia 2013

Świetny skok w Nowy Rok!


Dzisiejszy wpis zacznę od tego, że jestem zafascynowany poziomem 61. Turnieju Czterech Skoczni. Ja nie pamiętam kiedy ostatni raz przeżywałem takie emocje podczas tego tournee. Śmiem twierdzić, że było to podczas wielkiej rywalizacji Adama Małysza ze Svenem Hannawaldem. Chociaż w Oberstdorfie było więcej porywających odległości, to noworoczny konkurs w Ga-Pa zaowocował dużo bardziej sprawiedliwymi warunkami i wreszcie w miarę obiektywnymi sędziami. Jeśli o długości skoków chodzi, to również nie ma na co narzekać. Szczególnie kiedy każdy z nas przypomni sobie skok Kamila Stocha z pierwszej serii lub Andersa Jacobsena z drugiej.



Konkurs na olimpijskiej skoczni w Garmisch-Partenkirchen oglądało na żywo około 20500 kibiców, co pokazuje, że w Niemczech ponownie jest bakcyl na skoki. Co prawda w dzisiejszym konkursie skoczkowie tego kraju nie błyszczeli (najwyżej Andreas Wellinger – 9. miejsce), ale wciąż widać potęgę w drużynie, ponieważ aż ośmiu zawodników tej narodowości weszło do drugiej serii. Po dwóch konkursach Turnieju Czterech Skoczni Niemcy odzyskali prowadzenie w Pucharze Narodów. Sensacyjnie „słabo” spisują się Austriacy. Czy zauważyliście, że dziś tylko Gregor Schlierenzauer znalazł się w czołowej dziesiątce? W ubiegłym sezonie byłoby to nie do pomyślenia. Dla porównania w dziesiątce znalazło się aż trzech Norwegów oraz po dwóch Polaków i Słoweńców.

Na oklaski zasługują dziś biało-czerwoni. Generalnie można byłoby się czepiać, że Kamil znowu nie wykorzystał swojej szansy, ale czy szóste miejsce nie jest bardzo dobrą pozycją? Skok z pierwszej serii był niewiarygodnie świetny, a przyznajmy, że już dawno nie widzieliśmy tak daleko lecącego Polaka. To było kapitalne. Wydaję mi się, że na jeszcze większe brawa zasłużył dziś Maciej Kot. Teraz można śmiało rzec, że to był mocny krok do przodu. Maciek zajął najwyższe miejsce w swojej karierze, a ten fakt cieszy tym bardziej, że w Oberstdorfie nie zdobył nawet punktów! Ja mam ogromne nadzieje, że wreszcie przełamie się coś w tym chłopaku i podczas Mistrzostw Świata będziemy mieli przynajmniej dwóch zawodników w roli kandydatów do medali. Nie mówmy, że zaczynam majaczyć… podkreślę po raz kolejny, że trzeba wierzyć. Pierwszy punkt w tym sezonie trafił na konto Piotra Żyły. Właściwie to słaba pociecha, bo 19sty skoczek ubiegłego sezonu moim zdaniem powinien cały czas zmierzać do przodu. Trzymam jednak kciuki.



Na koniec pragnę zwrócić uwagę, że skoki na świecie cieszą się coraz większą popularnością. Ostatni konkurs w Oberstdorfie zobaczyło blisko 6 milinów widzów niemieckich. W Austrii konkurs obejrzało 880 tysięcy widzów. To wbrew pozorom także rekordowa liczba, gdyż prawie co drugi widz w tym kraju wybrał właśnie konkurs Turnieju Czterech Skoczni. Mnie cieszy fakt, że w Polsce oglądalność konkursu była niemal identyczna jak w Niemczech. W niedzielę przed telewizorami zasiadło 5,6 mln widzów. Warto podkreślić, iż to świetny wynik tym bardziej, że Niemców jest dwa razy tyle co nas. Podwójnie raduje fakt, że to wynik jaki TCS osiągał w ostatnich latach kariery Adama Małysza. Moim zdaniem to doskonały dowód na to, iż skoki narciarskie w Polsce nie straciły na popularności. I oby tak dalej!

„Szalenie daleki lot Jacobsena! Ależ on jest niesamowicie przygotowany do sezonu! To jest powyżej rozmiaru skoczni, nie ulega wątpliwości. Przypomnijmy, rozmiar tej skoczni 140 metrów. On skacze 143, tylko pół metra bliżej od rekordu skoczni Simona Ammanna!” – Marek Rudziński, Ga-Pa 2013


Ciekawostka o nas...

Czy wiesz, że po wpisaniu w wyszukiwarce Google hasła: Mika Kojonkoski, nasz wpis "Mika Kojonkoski - wymarzony trener" znajduje się na drugim miejscu? W ostatnim czasie to jeden z najchętniej czytanych artykułów na naszym blogu. Autor tego tekstu (Mateusz Król) został natchniony do jego napisania, po lekturze książki o "Mika Kojonkoski - tajemnica sukcesu".