O KRÓLU S(T)OCH(I) I JEGO ZIOMKACH!

Jest trzech takich w historii, którzy zgarnęli dwa złote medale w skokach na jednych Igrzyskach. Do niedawna Fin i Szwajcar, dziś także Polak.

AUSTRIA, NIEMCY, NORWEGIA, JAPONIA, SŁOWENIA, POLSKA…

Napiszę szczerze… Bardzo długo zbierałam się do napisania tego felietonu. Miał już się ukazać po konkursach w Willingen ale uznałam, że nic nie wiemy o formie dwóch filarów austriackich skoków...

ZAKOPANE OKIEM KIBICA - CZ.3.

Za nim w niedzielny poranek otworzyłem oczy, niestety do moich uszu dotarł ten wredny dźwięk! Zapowiadało się to, czego każdy polski kibic obawiał się przed wyjazdem.

MIKA KOJONKOSKI - WYMARZONY TRENER

Do napisania o Mikim nakłoniła mnie moja ostatnia lektura książki Mika Kojonkoski - tajemnica sukcesu.

MISTRZ OLIMPIJSKI - TO BRZMI DUMNIE!

Polska oszalała! Starsi czekali na ten moment od 42 lat. Nie udało się w Salt Lake City, Turynie i Vancouver Adamowi Małyszowi. Wielkiej legendzie i jednemu z najwybitniejszych skoczków w historii.

sobota, 22 czerwca 2013

Śnieżni "wrogowie" Polaków - Martin Schmitt

Sport jest oczywiście taką dyscypliną, w której aby okazać się zwycięzcą, należy pokonać całą armię przeciwników. Zwycięzca, poza nielicznymi wyjątkami, może być tylko jeden. Szczególnie w tych końcowych klasyfikacjach, jak np. Puchar Świata. Jako zwolennicy Adama Małysza mieliśmy okazję przeżyć wiele jego fantastycznych pojedynków i poznać innych wielkich sportowców, którzy starali się stawić mu czoła. Jednym udawało się to bardziej, innym mniej. Trzeba jednak im przyznać, że również są wielcy. Tą serię felietonów zaczynamy od pierwszego, wielkiego przeciwnika Adama Małysza - Martina Schmitta.
Żródło: http://forzamalysz.w.interia.pl

Martin  Schmitt, mimo że jest Niemcem, w Polsce zjednał sobie duże grono sympatyków. Był pierwszym "wrogiem" Małysza. To był sezon 2000/2001. Schmitt był głównym faworytem do wygrania Turnieju Czterech Skoczni. Nikt wtedy nie spodziewał się, że nagle wielką, historyczną już formą, eksploduje Król Adam. Pierwszy konkurs tego cyklu wygrał wówczas właśnie Martin, na swojej ojczystej ziemi. Euforia w kraju była wielka, ale później Niemcowi nie szło już tak świetnie. W drugim konkursie wygrał Noriaki Kasai., a Schmitt znalazł się dopiero na 8. pozycji. Adam Małysz był trzeci. Kolejne dwa konkursy wygrał już Polak, jak pamiętamy w mistrzowskim stylu. Faworyt Niemców zakończył Turniej Czterech Skoczni na miejscu trzecim. Pojedynki w Pucharze Świata Polaka i Niemca wzbudziły ogromne zainteresowanie wśród widzów w obu krajach. Rekordy bito jednak oczywiście w Polsce. Trzeba podkreślić, że z ogromnej większości konkursów zwycięsko wychodził Adam Małysz. Polak po TCS wygrał trzy kolejne konkursy (2 w Harrachovie i jeden w Park City). Następnie w Hakubie wygrał Schmitt, a dwa kolejne konkursy w Sapporo padły łupem Adama. Biorąc pod uwagę tylko tych dwóch zawodników, to do Mistrzostw Świata Niemiec wygrał tylko jeden konkurs, a Polak 6. Rzecz jasna ten drugi jechał do Lahti, jako główny faworyt.
Żródło: www.portalwiedzy.onet.pl

Mistrzostwa Świata w narciarstwie klasycznym 2001 odbywały się w fińskim Lahti. Polacy bardzo mocno liczyli, że nasz lider Pucharu Świata zdobędzie dwa złote medale w konkursach drużynowych. Wówczas kolejność konkursów była inna niż obecnie. Najpierw odbywał się konkurs na skoczni dużej, a dopiero później na normalnej. Emocje z dnia na dzień wzrastały, gdyż Martin Schmitt przygotował na czempionat genialną formę. Pierwszy konkurs na skoczni o punkcie konstrukcyjnym K-116 oglądało w Polsce wiele milionów ludzi. Adrenalina wyzwalała się z minuty na minutę, tym bardziej, że Adam prowadził po pierwszej serii. Niestety, w drugiej serii Niemiec pobił rekord skoczni (131 m) i został Mistrzem Świata, wygrywając z Adamem o 2,8 punktu. To i tak był wielki sukces dla nas. Natomiast mieliśmy jeszcze okazję na rewanż.
Parę dni później odbył się konkurs na skoczni normalnej. Sytuacja nieco się obróciła, po pierwszej serii prowadził Martin tuż przed naszym Orłem z Wisły. Małysz oddał w drugiej serii "skok życia" (98 m) i wygrał ze Schmittem o 13 punktów! W ten sposób rywalizacja między tymi zawodnikami zapisała się do historii tego sportu. Po Mistrzostwach w Pucharze Świata toczyła się walka o końcowe zwycięstwo. Do końca sezonu rywal Adama wygrał 2 konkursy (loty w Oberstdorfie i Planicy). Małysz zapewnił sobie końcowy triumf zwyciężając w Falun, Trondheim i Oslo. W ten sposób zwycięsko z rywalizacji wyszedł Adam Małysz. W klasyfikacji generalnej Polak wyprzedził reprezentanta naszych zachodnich sąsiadów o 358 punktów. Deklasacja? Tak chyba trzeba to określić, bo w całym sezonie Orzeł wygrał 11 konkursów, a Schmitt 6. Pojedynek był jednak bardzo ciekawy i emocjonujący. Szczególnie, że odbywał się między zawodnikami z TYCH dwóch krajów.
Żródło: www.mati-pati.blogspot.com

P.S. Czy Wam też Martin Schmitt kojarzy się przede wszystkim z czekoladą Milką?

niedziela, 16 czerwca 2013

Zorganizujmy Zimowe Igrzyska Olimpijskie!

Ostatnio na tym blogu pisałem o magii Igrzysk Olimpijskich. Ostatni czas, tęsknota za zimowymi emocjami i przede wszystkim przypływ informacji ze sfery sportów zimowych doprowadziły mnie do jednej, bardzo ważnej myśli. Ludzie! Zorganizujmy w Polsce Zimowe Igrzyska Olimpijskie 2022! Nie jest to puste wyrażenie! Przez chwilę pojawił się impuls, który naprowadził mnie na myśl, że trzeba to zrobić. Pieniądze znajdą się na wszystko, a to, co będziemy mogli przeżyć... bezcenne!
Źródło: www.macierz.org.pl
Od jakiegoś już czasu napływają nas informacje o staraniach się Karkowa, Zakopanego wraz ze słowackimi Tatrami o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 roku. Początkowo miałem mieszane odczucia, co przede wszystkim wiązało się z myśleniem o pieniądzach. Światowe media donoszą, że dzisiaj organizacja tak dużej imprezy ekonomicznie się nie opłaca. Po co zapędzać się w kolejne długi? Jest w tym wszystkim trochę racji, ale spójrzmy na to z innej strony... od zawsze marzyliśmy o tym, aby mieć bogatą infrastrukturę zarówno sportową, jak i komunikacyjną. Powiedzmy sobie szczerze, że dla nas Igrzyska są jedyną nadzieją na rozwój w obu tych dziedzinach. Daleko przykładu szukać nie musimy. Euro 2012... wierzycie w to, że nasz rząd zbudowałby te wszystkie drogi, stadiony itp., bez przymusu wynikającego z faktu organizacji tak ważnego wydarzenia? Gdybać nie powinniśmy, ale gorąco w to wątpię. Ekonomicznie może wyjść (nie musi) nam to na minus, ale czy wielka impreza to tylko pieniądze? Jesteśmy ludźmi, istotami dla których powinno się liczyć także widowisko i wiążące się z nim odczucia, emocje itd. Dlaczego więc warto zaryzykować (choć wg mnie żadnego ryzyka nie ma)?
Źródło: www.krakow.pl

Biegi narciarskie... czy trzeba tutaj dużo pisać? Kto z nas nie chciałby mieć kolejnych osobników typu Justyna Kowalczyk? Pytanie z serii raczej retorycznych. Powiedzmy sobie otwarcie, że dopóki w polskiej stolicy sportów zimowych - Zakopanem, nie stanie trasa do biegów z prawdziwego zdarzenia - nie mamy nawet o czym marzyć. Jak wychować kolejne gwiazdy światowego narciarstwa, jeśli nie mamy gdzie trenować? Kilometrowa trasa w Zakopanem to nawet nie jest to, co może zarazić miłością do biegów zwykłych turystów. A przecież od czegoś trzeba zacząć. Jeśli młody chłopiec zrazi się do tego sportu już na początku, to nie będziemy nigdy mieli następcy Józefa Łuszczki.
Igrzyska we własnym kraju to także szansa na napędzenie chęci sportowcom do wytrwałego treningu. Spójrzmy na ostatnie Zimowe Igrzyska w Vancouver. Nikt raczej nie spodziewał się, że Kanada wygra klasyfikację medalową. Stało się to faktem. Możemy zatem wtedy mieć nadzieję, że po Justynie nie nastąpi koniec.
Źródło: www.interia.pl

Skoki narciarskie... tu sytuacja niby jest odmienna, bo jak mówi nasz mistrz Kamila Stoch: "Skoki w Polsce przechodzą złoty okres". Nie chodzi tu, jak wiemy, tylko o jednego skoczka. Nasza drużyna wydaje się wchodzić na złoty tor i podejrzewam, że z roku na rok będzie coraz lepiej. Potrzeba jednak do tego wciąż ulepszanej infrastruktury. Igrzyska w Zakopanem to oczywiście szansa na remont Średniej Krokwi, tak przecież ważnej w treningach naszych juniorów. Musimy zadbać, aby nasz dobry poziom skoków utrzymał się na lata. W chwili obecnej nie ma już "małyszomanii", która niewątpliwie była głównym motorem do obecnej sytuacji w polskich skokach. Kamil Stoch z pewnością również stał się idolem do naśladowania dla startujących z karierą. Ale jak długo to potrwa? Jeśli zorganizujemy Igrzyska, to napędzimy sobie wiele nowych, wyśmienitych talentów. To może być decydujący krok, który pozwoli nam wpiąć tą wspaniałą dyscyplinę w krew całego narodu. Trzeba zrobić jednak coś więcej, a tym mogą być właśnie Igrzyska w Polsce!
Źródło: www.photobucket.com
Igrzyska to także wielka szansa dla innych dyscyplin, w których mamy szanse na wielkie sukcesy. Łyżwiarstwo szybkie to bardzo piękny i emocjonujący sport. Możemy wreszcie wykorzystać nasz potencjał i nawiązać do wspaniałych sukcesów Eweliny Seroczyńskiej i Heleny Pilejczyk. Ostatnie ZIO w Kanadzie to przecież brązowy medal naszej drużyny panczenistek. Mamy spore szanse w biathlonie, co pokazują przede wszystkim nasze kobiety. Krystyna Pałka zdobywając na ostatnich Mistrzostwach Świata srebro, Monika Hojnisz z brązowym medalem liczą, że Igrzyska w Polsce dadzą także im miejsca do treningów. Może zakochamy się w innych dyscyplinach?
Źródło: www.interia.pl
Przemawia za nami atmosfera. Nie muszę chyba przypominać tutaj konkursów Pucharu Świata z ogromną tradycją w Zakopanem, czy od niedawna nawet w Szklarskiej Porębie. Ludzie! Jesteśmy w tym najlepsi na świecie. Wpuśćmy do naszego narodu choć na parę tygodni ducha starożytności. Wyobraźcie sobie siebie w trakcie któregoś z konkursów. Masa kibiców z innych krajów, a przede wszystkim MY - POLACY. Z wielkimi transparentami, kibicujący na imprezie, którą gościć u siebie w kraju to wieli zaszczyt. Duma.
Mamy szansę na organizację tych Igrzysk, bo niektóre państwa organizujące nie miały tak dobrze rozwiniętych aren sportowych przed Igrzyskami, niż my mamy teraz. Na plus wychodzi nam także współorganizacja ze Słowacją. Chociaż do czasu ogłoszenia, kto zostanie organizatorem Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2022 zostało ponad 2 lata, to trzeba zrobić jakiś zdecydowany krok, aby móc tą konkurencję wygrać. Skoro 68% krakowian chce Igrzysk, to może niech rząd poczyni jakieś bardziej konkretne kroki?
Źródło: www.newsweek.pl


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Magia Zimowych Igrzysk Olimpijskich

Zimowe Igrzyska Olimpijskie to od zawsze największa i najpiękniejsza impreza, na której goszczą skoki narciarskie. O olimpijskim złocie marzy każdy skoczek, który rozpoczyna swoją karierę. Do tej pory Zimowe Igrzyska gościły w 11 państwach na całym świecie, rozdano 123 medale i wyłoniono 26 Mistrzów Olimpijskich. Smutno powiedzieć, że wśród złotych medalistów był tylko jeden Polak - Wojciech Fortuna, a dla porównania, aż 8. Norwegów. Co powoduje, że Igrzyska są tak prestiżową imprezą, skoro obowiązują na nich właściwie te same zasady, co w trakcie zwykłych konkursów Pucharu Świata? Dlaczego często najlepsi, dominujący zawodnicy PŚ, mają problem ze zdobyciem upragnionego złota? Czy to magia starożytności?

Każdy sportowiec wie, że aby osiągać fantastyczne rezultaty musi ciężko pracować. Ale każdy też wie, że sam trening często nie wystarcza. Aby zdobyć wymarzony medal olimpijski potrzebna jest dobra kondycja psychiczna i bądź, co bądź szczęście. Bardzo często zdarzało się w historii skoków na Igrzyskach, że najlepsi zawodnicy wszech czasów w pucharowych zmaganiach, nie mogli zdobyć mistrzostwa na Zimowej Olimpiadzie. Daleko szukać przykładu nie trzeba. Doskonale nam znany Adam Małysz zakończył swoją karierę z czterema złotymi medalami Mistrzostw Świata i czterema pucharami świata. Ale niestety nigdy nie udało mu się sięgnąć po złoty medal na Olimpiadzie. Nawet wtedy, gdy dominował w Pucharze Świata, będąc faworytem do złota olimpijskiego, przegrał. Z przed nosa mistrzostwo sprzątnął mu młodziutki Simon Ammann. Jakże ogromna niespodzianka. Los zagrał nam na nosie, a Adam Małysz musiał zadowolić się dwoma medalami: srebrnym i brązowym. Dlaczego tak się stało? Czy tak utalentowanego i wielkiego zawodnika jakim był Adam mogła zjeść trema? Czy to możliwe, aby akurat w trakcie Igrzysk zaliczył lekką obniżkę formy? Mnie się w to wierzyć nie chce, tym bardziej, że na tych samych Igrzyskach zawiódł inny wielki zawodnik, faworyt Niemców - Sven Hannawald. Ten wspaniały zawodnik, również nie ma na swoim koncie złota olimpijskiego.

Chociaż Finowie mają na koncie kilku Mistrzów Olimpijskich, to mogą być bardzo zniesmaczeni faktem, iż ich ostatni wielki skoczek, Janne Ahonen, nie ma tego tytułu. Co ciekawe w sezonie olimpijskim 2005/2006 był w formie, wygrał Turniej Czterech Skoczni, ale nie zdołał pokonać młodych zawodników (Lars Bystoel i Thomas Morgenstern - Mistrzowie Olimpijscy z Turynu 2006). Ahonen zajął odpowiednio 6. i 9. miejsce. Tym samym zakończył swoją karierę (chociaż teraz ponownie wraca) bez żadnego medalu olimpijskiego! Jak to ma się do faktu, iż Janne jest dwukrotnym indywidualnym mistrzem świata, pięciokrotnym tryumfatorem Turnieju Czterech i dwukrotnym zdobywcą Pucharu Świata? Moim zdaniem, to kolejny przykład, że Igrzyska owiane są duchem starożytności. Tym bardziej, że na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver (2010) zwiódł kolejny wielki faworyt - Gregor Schlierenzauer. Chociaż święcił tryumfy w Pucharach Świata, nie był w stanie pokonać Simona Ammanna (ten zaś kolejny raz zabrał Małyszowi złote medale). Gregor jest postawiony, w o tyle lepszej sytuacji, że jest jeszcze młody i będzie miał nie jedną okazję, aby po mistrzostwo na Igrzyskach sięgnąć.

Mimo faktu, że odpowiedzi na pytanie: Dlaczego Igrzyska są tak wyjątkowe i sprawiają nam takie niespodzianki? - oficjalnie nie znamy, to śmiało możemy stwierdzić, że to musi być sprawa magiczna. Może to wydawać się dziecinne, ale zapewniam, że nie mam na myśli magii z bajek. Mam na myśli magiczną atmosferę, która może pochodzić ze starożytności. Nie wiem jak Wy, ale ja już zacieram ręce, na kolejne Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Kto wie co przyniesie Nam to wydarzenie? Czy Gregor Schlierenzauer zaprzeczy moim tezom i sięgnie po mistrzostwo? A może aktualny mistrz Kamil Stoch da nam upragnione złoto? Na te pytania odpowiedzi poznamy już za około 250 dni.

sobota, 25 maja 2013

Wielkie postaci skoków - Thomas Morgenstern

Nie od dziś wiadomo, że w Polsce Austriacy nie są obdarzani jakąś wielką sympatią. W sumie napiszę inaczej. Większość Polaków oglądających skoki nie żywi tego uczucia w ich kierunku. Ba... u nas w większości sportów nie kibicuje się Niemcom, ale skoki są na tyle wyjątkowe, że prędzej trzymamy kciuki za sąsiadów zachodnich niż podopiecznych Alexandra Pointnera. Nie wiem czym to tak na prawdę jest spowodowane, ale sam też za nimi nie przepadam. Nie mogę jednak powiedzieć, że nie podziwiam ich wielkich sław. Ostatnio co raz częściej myślę o fenomenie Thomasa Morgensterna. Zaczyna mnie nieco irytować fakt, że ten chłopak jest moim zdaniem niedoceniany.

To jest jeden z tych skoczków, o których można pisać już bardzo wiele. Mistrz Olimpijski, Mistrz Świata, dwukrotny zdobywca Pucharu Świata, triumfator Turnieju Czterech Skoczni... itd. Wszystko zaczęło się tak szybko w karierze tego zawodnika, że aż trudno w to uwierzyć. Swój pierwszy sukces w Pucharze Świata świętował ponad 10 lat temu! Miał wówczas 17 lat i z pewnością marzył, że kiedyś tam uda mu się zdobyć mistrzostwo świata... a przy jeszcze większym szczęściu złoty medal olimpijski. Nie wiem, czy ktokolwiek spodziewał się, że to drugie nastąpi tak szybko. Mało kto zostaje w skokach Mistrzem Olimpijskim w wieku 20 lat! Turyn okazał się niebywale łaskawy dla Morgiego, który wygrał przed swoim rodakiem Andreasem Koflerem o 0,1 pkt! Na tytuł Mistrza Świata musiał poczekać jeszcze 5 lat, do Oslo. Tam wygrał już bez żadnych wątpliwości na średniej skoczni. Od Igrzysk w 2006 roku do końca sezonu 2010/2011 Thomas zdołał zgarnąć dwie kryształowe kule. Wygrał do tej pory 22 konkursy w Pucharze Świata i pod tym względem zajmuje 8. miejsce w historii. Idąc dalej, aż 72 razy stawał na podium i daje mu to 6. miejsce w rankingu skoczków wszech czasów. W najlepszych swoich sezonach miewał momenty, w których nikt nie mógł się z nim równać. Wygrywał konkursy seryjnie i nie notował większych wpadek. Cokolwiek by o nim nie pisać, jest moim zdaniem Wielki. I należy mu się ogromny szacunek za to, co dla skoków zrobił. Jak dla mnie to najlepszych skoczek austriacki ostatniej dekady. Chociaż (chyba) większość uważa inaczej...

Moim zdaniem człowiek, który właściwie od początku swojej kariery non stop jest w czołowej dziesiątce Pucharu Świata (wykluczając pierwszy jego sezon, w którym startował w mniejszej ilości zawodów, i ten niedawno zakończony), zasługuje na ogromne uznanie. Dlaczego więc ja tego nie widzę? Odpowiedź chyba jest prosta. Gregor Schlierenzauer. Kolejny wielki, kolejny Austriak. Gregor przyćmił chyba wszystkie największe sukcesy Thomasa - jednym. Rekordem w ilości zwycięstw. Dziś obaj mają już po dwa Puchary Świata, każdy po jednym tytule Mistrza Świata. Zapomniano jeszcze o jednym bardzo ważnym fakcie. To Mistrzostwo Olimpijskie jest w skokach najcenniejszym z trofeów. Nie chcę jednak powiedzieć, że to Thomas zasługuje na większe uznanie. Wręcz przeciwnie... chciałbym podkreślić, że obaj powinni być traktowani na równi. Obaj są skoczkami, o których chyba nigdy nie zapomnimy. Moje wyższe uznanie dla Morgiego z pewnością wynika z większej sympatii. A kto jest i kto ostatecznie będzie najlepszy... historia oceni. W końcu nadchodzący sezon to sezon olimpijski. Czy Thomas zgarnie kolejny tytuł indywidualnie? Czy Gregor zgarnie go po raz pierwszy? Wszystkie karty otwarte... a o wyższość któregoś z tej dwójki niech martwią się Austriacy. My miejmy nadzieję, że Asem w Sochi okaże się Polak. Nie ważne kto, ważne co...

Przepięknie! Znowu daleko, znowu najdalej! Znowu najlepszy! Thomas Morgenstern! 
 -Sebastian Szczęsny, Oberstdorf 2010.

niedziela, 12 maja 2013

Wielkie postaci skoków - Simon Ammann


O wielkich postaciach w skokach uwielbiam czytać, ale chyba jeszcze bardziej pisać. To jest zawsze tak, że ci drobni sportowcy zadziwiają mnie swoją wielką, bohaterską postawą. Drzemie w nich ogromna siła. Nikt w głębi duszy nie powinien mówić o którymkolwiek, że ma słabą psychikę. Proszę sobie tylko wyobrazić, że trzeba teraz wejść na wielką górę, odepchnąć się od belki i skoczyć. Ba… większość za nas w ogóle na belkę by nie siadła. Skoki to jedna z takich dyscyplin, z którą 98% ludzkości nie ma i nie będzie miała styczności praktycznie. Dlatego każdy skoczek, który osiąga jakiś wielki sukces, a potem jeszcze potrafi to powtórzyć… dla mnie jest geniuszem.

Niewątpliwie taką zjawiskową postacią ostatni lat jest Simon Ammann. Przyznam szczerze, że to jeden z moich ulubionych skoczków w całej stawce. Prawdą jest, że ostatnie dwa sezony miał dość przeciętne. Jednakże patrząc na takiego skoczka zawsze mam wrażenie, że jest wyjątkowy. Na Ammanna zawsze trzeba uważać. To niebywałe, że on potrafi w każdej chwili eksplodować formą i zamknąć marzenia rywali. Jest on postacią, która nie ma jakiejś rekordowej ilości zwycięstw w Pucharze Świata (20). To plasuje go na 9. miejscu w historii. Zgarnął jednak w tej dyscyplinie prawie wszystkie trofea, które można wywalczyć. Brakuje mu tylko zwycięstwa w Turnieju Czterech Skoczni. Myślicie, że uda mu się nadrobić tą zaległość u schyłku swojej wielkiej kariery?

O czym myślicie, kiedy słyszycie nazwisko Simona Ammanna? Nie zostanę tutaj Kolumbem, jeśli napiszę, że większości z nas kojarzy się on przede wszystkim z czterema złotymi medalami Igrzysk Olimpijskich! To rzeczywiście wielka sprawa zdobyć cztery tytuły na najważniejszej imprezie w tej dyscyplinie. Kiedy jednak spojrzymy na fakt, że Simon nie zdobywał po jednym medalu na każdych ZIO, to już budzi podziw nadzwyczajny. Jeśli wygrywał, to wywalczał złota w obu konkursach w Salt Lake City i Vancouver. To niebywały dar udowadniania, że jest się po prostu najlepszym. Niewielu skoczkom udaje się ta sztuka. Na ostatniej Olimpiadzie w Kanadzie nie zostawiał nikomu żadnych złudzeń. Każdy skok oddawał tak, jakby skakał w zupełnie innej lidze. Należały mu się te tytuły i nikt nie ma chyba co do tego wątpliwości. Po Igrzyskach udowodnił przecież, że w całym sezonie nikt nie mógł mu się równać. W edycji 2009/2010 Pucharu Świata, zgarnął wszystko, co było do zdobycia (prócz wiktorii w Turnieju Czterech Skoczni). Wygrał wszystkie konkursy pozostałe do końca sezonu po powrocie z Vancouver, Turniej Skandynawski i Kryształową Kulę. Na domiar tego wszystkiego, na koniec sezonu został jeszcze Mistrzem Świata w lotach narciarskich. Piękny sezon, wymarzony.

Patrząc na przebieg kariery Simona Ammanna można zauważyć, że po zdobyciu pierwszych dwóch tytułów Mistrza Olimpijskiego, dość długo trwał jego powrót do czołówki. Pierwszym większym sukcesem był złoty medal Mistrzostw Świata na dużej skoczni oraz srebro na normalnej w Sapporo (2007 r.). W tamtym sezonie zajął również 3. miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Od tamtego momentu gościł w ścisłej czołówce klasyfikacji generalnej, aż do sezonu 2010/2011 (włącznie). Łatwo więc policzyć, że wysoką formę utrzymywał aż przez 5 sezonów. Szwajcar już dawno zapewnił sobie miejsce w pamięci kibiców na zawsze. Przed przyszłorocznymi Igrzyskami w Sochi już zapowiedział, że chce powalczyć o 5. i 6. złoty medal.  Jak oceniacie jego szanse? Liczycie na jego powrót do ścisłej czołówki Pucharu Świata?


sobota, 4 maja 2013

Mistrzostwa Świata w Zakopanem - Mission Impossible!

W Polsce od lat snuje się teorie spiskowe na temat przyznawania organizacji Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym. Przecież dziwną sprawą są powtarzające się miasta, które wygrywają wyścig o czempionat. Przykładu nie trzeba daleko szukać. Tegoroczne mistrzostwa odbyły się w Predazzo, a przecież 10 lat wcześniej również tam były. W ubiegłym roku prawo organizacji przyznano Lahti, a medale narciarzom rozdawali przecież w 2001 roku. Dla porównania, nasze rodzime Zakopane ostatni raz było organizatorem ponad 50 lat temu! Nasza zimowa stolica starała się o mistrzostwa w 2011, 2013,2015 i 2017 roku. Wszystkie cztery rozgrywki przegrała z kretesem. Należy sprawę jednak postawić jasno! Jeśli nawet niektórzy mają większe "wtyki" w radzie FIS, to i tak większość winy leży po naszej stronie. Dlaczego? (Przed przeczytaniem polecam do obejrzenia materiał video poniżej).

Żródło: Wiadomości, TVP 1 , Jarosław Kuś

Atmosfera to nie wszystko!
Puchar Świata w skokach narciarskich gości w Polsce już od dawna. Kibice i skoczkowie tworzą nie zapomniany spektakl, który przed telewizorami ogląda na całym świecie kilkadziesiąt milionów widzów. Nic więc dziwnego, że Zakopane urosło do rangi miasta organizującego najlepszy konkurs Pucharu Świata na świecie. Mamy prawo do zachwytu, kibice nie zawiedli po zakończeniu kariery przez Adama Małysza. Ale, czy to aby nie jedyny powód, dla którego mielibyśmy mieć jakieś szanse w staraniu się o MŚ?
W ubiegłym roku zorganizowaliśmy Puchar Świata w biegach narciarskich w Szklarskiej Porębie. Niewątpliwie zakończył się on sukcesem. Ale ciężko byłoby pogodzić bieganie na Polanie Jakuszyckiej z Zakopanem. Niestety, Zakopane nie posiada dobrze rozwiniętych tras biegowych... a to podstawa. Należy także pamiętać, że mistrzostwa świata w skokach narciarskich to także konkurs na normalnej skoczni. Średnia Krokiew w Zakopanem tymczasem utraciła w tym roku homologację FIS. Trzeba byłoby przygotować kolejną dawkę pieniędzy na remont. Niewątpliwie wszystko można zrobić, przecież Lahti również otrzymało prawo organizacji na wyrost. Przedstawili plany innowacji i przede wszystkim gwarancje rządowe. Polski rząd zawsze zwleka z tym do samego końca. W ubiegłym roku dokumenty z gwarancjami zostały przesłane faksem na ostatnią chwilę. To karygodne.

PZN vs TVP

Jeśli nie nasze trasy, czy skocznie to, co innego? A raczej, kto? Winni zwykle są ludzie. W ubiegłym roku bardzo nieładnie zachował się Polski Związek Narciarski, który odwołując Puchar Świata w kombinacji norweskiej i Puchar Świata w skokach kobiet, zabrał (sam sobie) szansę na organizację tych mistrzostw. To wydaje się być logiczne, że ciężko zaufać organizatorom, którzy odwołują imprezy rangi PŚ. Takie wpadki nie mogą się zdarzać, nawet jeśli jest małe zainteresowanie tą dyscypliną. Przecież trzeba robić wszystko, aby to popularyzować.
Niestety, w organizacji Mistrzostw Świata w narciarstwie klasycznym, nie chciała pomóc, "niosąca misję", Telewizja Polska, która zwyczajnie w świecie nie wyraziła chęci zorganizowania transmisji telewizyjnej z mistrzostw. Bardzo brzydkie zachowanie, jakie nie przystoi Telewizji Publicznej. 

Prowadzimy rozmowy z Telewizją Polską na temat tej umowy. Jednak telewizja chce, by komitet organizacyjny mistrzostw pokrył koszty transmisji. Na to nie mamy pieniędzy - mówi burmistrz Janusz Majcher, członek komitetu organizacyjnego.
Jakby nie patrzeć, jeśli nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o - pieniądze. Fakty są niestety takie, że po raz pierwszy w historii zdarzyło się rok temu, że miasto ubiegające się o organizację MŚ po raz czwarty z rzędu odniosło porażkę. I na nic różne spory, kłótnie i gdybania... Małysz nie skoczył na Mistrzostwach Świata w swoim kraju, a i pewnie Justyna nie zdąży pobiegnąć. W tym roku Zakopane zrezygnowało ze swojej kandydatury. Pewnie wynika to z faktu starania się wspólnie z Krakowem o Igrzyska Olimpijskie. Bądźmy szczerzy... to jest po prostu MISSION IMPOSSIBLE! 
Żródło: Archiwum własne, Zakopane 2012


Ciekawostka o nas...

Czy wiesz, że po wpisaniu w wyszukiwarce Google hasła: Mika Kojonkoski, nasz wpis "Mika Kojonkoski - wymarzony trener" znajduje się na drugim miejscu? W ostatnim czasie to jeden z najchętniej czytanych artykułów na naszym blogu. Autor tego tekstu (Mateusz Król) został natchniony do jego napisania, po lekturze książki o "Mika Kojonkoski - tajemnica sukcesu".