O KRÓLU S(T)OCH(I) I JEGO ZIOMKACH!

Jest trzech takich w historii, którzy zgarnęli dwa złote medale w skokach na jednych Igrzyskach. Do niedawna Fin i Szwajcar, dziś także Polak.

AUSTRIA, NIEMCY, NORWEGIA, JAPONIA, SŁOWENIA, POLSKA…

Napiszę szczerze… Bardzo długo zbierałam się do napisania tego felietonu. Miał już się ukazać po konkursach w Willingen ale uznałam, że nic nie wiemy o formie dwóch filarów austriackich skoków...

ZAKOPANE OKIEM KIBICA - CZ.3.

Za nim w niedzielny poranek otworzyłem oczy, niestety do moich uszu dotarł ten wredny dźwięk! Zapowiadało się to, czego każdy polski kibic obawiał się przed wyjazdem.

MIKA KOJONKOSKI - WYMARZONY TRENER

Do napisania o Mikim nakłoniła mnie moja ostatnia lektura książki Mika Kojonkoski - tajemnica sukcesu.

MISTRZ OLIMPIJSKI - TO BRZMI DUMNIE!

Polska oszalała! Starsi czekali na ten moment od 42 lat. Nie udało się w Salt Lake City, Turynie i Vancouver Adamowi Małyszowi. Wielkiej legendzie i jednemu z najwybitniejszych skoczków w historii.

niedziela, 12 stycznia 2014

Skoki na skoczni do lotów w Kulm!

Ależ się ubawiłem. Rozrywka na najwyższym światowym poziomie. Mam ochotę stanąć na wprost twarz jury zawodów w Kulm i parsknąć śmiechem. Jeśli to co oglądaliśmy w ten weekend ktoś pragnie nazwać lotami, to trzeba by było punkt konstrukcyjny tego """"mamuta"""" przesunąć chyba na 170. metr (pomijając fakt, że chyba już mamutem by nie był.). Nigdy nie lubiłem tej skoczni, bo tam właściwie nigdy nie czuje emocji. Jeśli kiedyś je czułem, to takimi konkursami jak te dwa minione wypiera się z mojej głowy wszystkie pozostałe. Przed dwoma laty zresztą też było tragicznie. Może nie powinienem zwalać winy na skocznie, bo ona Bogu ducha winna. To organizatorzy belkę ustawili tak "wysoko", że nie dało się właściwie polecieć. Śmiech na sali, trybuny pękają w szwach. To miał być może jakiś sposób na bezpieczeństwo, aby nie powtórzyła się sytuacja Morgensterna. Błagam o litość. Jeśli takie jest wytłumaczenie, to powiem szczerze:  WIĘKSZEJ BANDY IDIOTÓW NIE WIDZIAŁEM.
Źródło:  kleinezeitung.at
No dobrze, czas przejść do jakichś pozytywów. Powiem szczerze, że pewnie będzie z tym ciężko. Dlatego też będę pisał, co tylko mi ślina na język przyniesie. Nastawiałem się tydzień temu, tak przyznam się, że byłem już przekonany, że koszulkę lidera stracimy. Wczorajszy dzień jednak mnie zaskoczył. Już po piątkowych treningach pojawiła się moja wiara, że utrzymacie pozycji lidera będzie zadaniem wykonalnym. Sobota to słabsze skoki Ammanna, które dobrze wykorzystał Kamil zajmując wysoką (jak na niego podczas lotów) pozycję. Dzisiaj znowu po pierwszej serii żegnałem się z marzeniami, że w Zakopanem ujrzę Stocha w koszulce lidera na żywo. Taka huśtawka nastrojów sprawiła, że ja już nie wiem czy mam się cieszyć, czy nie mam raczej z czego. Jakoś nie widzę w naszym Mistrzu tej wielkiej energii, która miesiąc temu pozwalała mu "właściwie zamknąć marzenia rywali". Nie można mieć skwaszonych min, bo mamy dwóch Polaków w dziesiątce. Ta dobra tendencja wciąż raczej się utrzymuje. Kamil zaczął nas przyzwyczajać do miejsc na "pudle". To zrozumiałe zatem, że oczekujemy więcej i więcej. Dzisiaj się nie udało. Głowa do góry! Wielki farciarz Ammann nie zdoła pokonać Stocha na polskiej ziemi. Szwajcar ma stale zawyżane noty, dzisiaj w konkursie znowu doszło do przesady. Może nie tak tragicznej jak w Bischofshofen, ale takie pomyłki dodają mu punktów w Pucharze Świata. W dniu dzisiejszym spadł na trzecie miejsce w "generalce", ale wciąż jest bardzo groźny. Na czwartej pozycji Noriaki Kasai, który moim zdaniem jest największą sensacją tego sezonu. Nie żaden Diethart (albo w wersji "renomowanej" TVP - DIETchART). Stary lis wyjada wszystko. I dobrze! Życzę mu indywidualnego medalu w Sochi. Japończycy dawno takiego sukcesu nie osiągnęli, a Kasai pamięta jeszcze te czasy, kiedy jego kraj był potęgą. Do przodu Japonio!
Źródło: fis-ski.com
W Polsce zapowiada się zatem prawdziwa batalia o żółtą koszulkę lidera. Na czele klasyfikacji generalnej zrobiło się tak ciasno, że ciężko jednoznacznie wskazać, kto obecnie jest tam najlepszy, czy najrówniejszy. Nikogo nie chcę skreślać, ale wydaje mi się, że z czołowej trójki Gregor raczej jest najsłabszy. Teraz zanotował wprawdzie dwa miejsca na podium, ale to były loty. Schlierii nawet bez wielkiej formy radzi sobie tam doskonale. Gdyby wygrał mógłbym pokusić się o stwierdzenie, że jest zagrożeniem dla Kamila Stocha. Simon to oczywiście wielka niewiadoma. Skacze daleko, ale niezbyt pięknie. W starciu not z pewnością z naszym zawodnikiem przegra. Jeśli oczywiście każdy z nich odda swoje standardowe stylowo skoki. Przewidywać to my sobie możemy, ale to wcale nie musi mieć odbicia w rzeczywistości. Potrzeba naszym skoczkom spokojnego treningu. Powiedzmy sobie otwarcie, że w Polsce właściwie nie ma do tego warunków. Dzisiaj co prawda sypie śnieg w Zakopanem i stolica polskich Tatr zamieniła się w białą dolinę, ale nie jestem pewny, czy skocznie uda się przygotować pod trening przed zawodami w Wiśle. Kruczek mówi jasno, że jeśli nie będzie miejsca do trenowania w Polsce pojadą do Ramsau. To mogłoby być dla nas bardzo dobre rozwiązanie. Wierzę bowiem w magię tego miejsca. Wiele wspomnień i jeszcze więcej sukcesów po zgrupowaniach w tej austriackiej miejscowości. Najważniejsze jednak, że zawody w Polsce raczej nie są zagrożone. Mogę z pewnością jechać do Zakopanego i znowu przeżyć polskie święto, chyba nawet NARODOWE, na własne skórze. Bilety wyprzedane. Komplet widzów na Wielkie Krokwi... odpływam.

Wczorajszy dzień to Gala Mistrzów Sportu. Chciałem poświęcić jej więcej miejsca, ale wydaje mi się, że nie ma najmniejszych ku temu przesłanek. Podobnie jak jury w Kulm, tak i organizatorów Gali wyśmiałbym w twarz. Jak się nie umie oszukiwać widzów, to lepiej niech się tego nie robi. Nikt mi nie powie, że w starciu sportu, który śledzi 7 milionów widzów ze sportem oglądanym przez 2-3 miliony widzów, wygrywa ten mniej popularny. Trzeba nazwać sprawę po imieniu. Po co te sms-y? Moim zdaniem to pic na wodę. Miejsce drugie dla Kamila Stocha to oczywiście wielki sukces, więc pozostanę przy tym, że cieszę się, iż znowu skoczek narciarski w TOP3. Wielkie brawa dla Łukasza Kruczka za tytuł trenera roku i drużyny skoczków narciarski za nagrodę debiut roku. Skoki to nasz sport narodowy. Oby tak dalej!


wtorek, 7 stycznia 2014

Za miesiąc Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Sochi!

Za nami pierwsza część sezonu zimowego, wkraczamy w tą środkową część. Wszyscy sportowcy pomału nabierają właściwego tępa i są na drodze do wielkiej sławy, którą może dać oczywiście zdobycie złotego medalu Igrzysk Olimpijskich w Sochi. Renomy olimpijskiej nie trzeba nikomu przybliżać, wystarczy spojrzeć jak wiele słów dzisiaj pada, jak dużo przygotowań i emocji wiąże się ze startem. Niemal każdy sportowiec uważa Igrzyska za najważniejszą sportową imprezę w swojej karierze. Kto błyśnie wielką formą podczas kulminacyjnego momentu w sezonie?
Źródło: ofsajd.onet.pl
Dziś postaram się wskazać największe gwiazdy zbliżających się ZIO w Rosji. Z pewnością wiele osób zostanie pominiętych, bo nie w sposób opisać każdego. Potraktujmy tych zapomnianych, jako czarnych koni. Czasem lepiej być szarą myszką. Dowód? Thomas Diethart. Chociaż on bardziej kojarzy nam się z innym zwierzątkiem. Na pewno nie szarym, a takim o kobiecym kolorze. Dość, chyba się zagalopowałem. Ale skoro już te nazwisko padło, to stwierdzam, że tym razem zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni nie będzie jedną z największych gwiazd Olimpiady. Zacząłem oczywiście od skoków, więc z rzędu, w przypadkowej kolejności wymieniam: Simon Ammann, Thomas Morgenstern, Gregor Schlierenzauer i Kamil Stoch. Kobiety: Sara Takanashi oraz Sarah Hendrickson. Debiutantki pozycję olimpijską muszą sobie dopiero wyrabiać. O faworytach dzisiaj nie piszę, ale wymienione wyżej nazwiska z pewnością będą najczęściej wymieniane podczas konkursów skoków. Znowu mamy Polaka. To znak, że wciąż po Małyszu mamy na kogo liczyć. Na ostatnich Igrzyskach mało kto w to wierzył. Skoro nawiązałem do Vancouver to będziemy mieli pewne nawiązanie tym razem. Znów do morderczej walki staną Justyna Kowalczyk i Marit Bjoergen. Tym razem dołączy do nich oczywiście Therese Johaug oraz Mistrzyni Olimpijska z biegu na 10 km w 2010 roku - Charlotte Kalla. Te zawodniczki skupią z pewnością największą uwagę mediów. Nic nie zmienia się raczej w sytuacji męskich biegów. Tam wciąż popularnością cieszyć się będzie Peter Northug. Do tego z pewnością faworyt gospodarzy Aleksander Liegkow czy obecny lider Pucharu Świata - Martin Johnsrud Sundby.
Źródło: ibtimes.com
Na biathlonowe trasy sportowcy wyruszą 9. lutego. Ciężko tutaj dopatrywać się polskich gwiazd, bo z pewnością Krystyna Pałka (srebrna medalistka ostatnich Mistrzostw Świata) obok Tory Berger wygląda jak debiutantka. Twarz naszej bohaterki nie jest jeszcze tak dobrze znana w świecie biathlonu. Norweżka wydaje się być największą gwiazdą tras ze strzelnicami nadchodzącej Olimpiady. Dopisać tutaj należy, co następuje: Martin Fourcade, Gabriela Soukalowa, Waleria Semerenko, Ole Einar Bjoerdalen, Svendsen, Boe, Szipulin, Makarainen, Pidguruszna i oczywiście Domraczewa. Wiele nazwisk, ale w biathlonie już tak jest. Każde z nich jest wyjątkową postacią. Podobnie w narciarstwie alpejskim. Tutaj jednak największa sensacja nastąpiła już przed Igrzyskami. Najbardziej znana obecnie zawodniczka - Lindsey Vonn nie wystartuje! Nie zdołała wrócić do pełni sił po kontuzji zerwania więzadeł w kolanach. Jedno z najbardziej elektryzujących nazwisk w sportach zimowych odpadło z rywalizacji. Schiffrin, Schild, Svindal i Neureuther to nazwiska nie tak znane, jak Vonn, ale w tej sytuacji z pewnością są największymi gwiazdami tej dyscypliny. Nie bez echa przejdą takie osoby jak Lammy Chapuis - z pewnością najpopularniejszy sportowiec kombinacji norweskiej, ale dorównać postarają mu się Moan, Watabe czy oczywiście Frenzel. Wiele można jeszcze wymieniać, ale konkurencji i dyscyplin jest tak wiele, że nie w sposób wszystkie opisać. Dzisiaj rozpoczynamy odliczanie do najważniejszej sportowej imprezy czterolecia. Wkrótce będą pojawiały się nasze wpisy o faworytach. Zapraszamy!

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Dziwny Turniej Czterech Skoczni za nami!

Nie umiem określić tego innym słowem. 62. Turniej Czterech Skoczni był jednym z najmniej emocjonujących w historii mojego oglądania tej dyscypliny. Zdecydowanie więcej emocji dostarczył mi tur w ubiegłym roku. Ktoś może pomyśleć, że mam na myśli swoją wiarę w walkę o podium Kamila Stocha. Nie... ten brak napięcia nie do końca wiązał się z Polakami. Chociaż także. Rok temu dwóch skoczków stoczyło wspaniały bój o końcowy tryumf. Jacobsen kontra Schlierenzauer - pojedynek, który zelektryzował cały narciarski świat. W ubiegłym sezonie jakoś mniej wpływały na to wszystko warunki. Byłem pozbawiony emocji tym razem. Pojawił się ktoś młody i zgarnął wszystko. To fajne, ale dlaczego znowu Austriak?
Źródło: fakt.pl
Hegemonia skoczków Alexa Pointnera w tym prestiżowym turnieju trwa niezmiennie od 2009 roku. Wówczas wspaniałą passę rozpoczął doświadczony Wolfgang Loitzl. Kolejno wygrywali Andreas Kofler, Thomas Morgenstern i dwukrotnie Gregor Schlierenzauer. Diethart to jedna z największych niespodzianek ostatnich lat. Przepiękna historia chłopca, dla którego rodzice brali kredyty, aby mógł spełnić swoje marzenia. Dziś odpłacił się swoim najbliższym sukcesem o jakim pomarzyć może nawet czterokrotny Mistrz Olimpijski - Simon Ammann. Przegrał! Jeśli to ostatni sezon w karierze Szwajcara to mamy już pewność, że nie powtórzy wyczynu Nykaenena i nie zgarnie wszystkich najważniejszych laurów w skokach narciarskich. Ale powiem szczerze, że dzisiaj byłem pierwszy raz za tym, aby wygrał Austriak. Wiem bowiem, że Ammann goni Kamila w "generalce" PŚ. Poza tym doszło dziś do skandalu. Nie owijajmy w bawełnę. Sędziowie strzelili dzisiaj gafę, jakiej dawno nie widzieliśmy. Simi pierwszy skok prawie podarł a dostał noty po 18 - 18,5 punktu! To jest jakaś kpina! Kto pozwala takim ludziom decydować o losach naszych bohaterów. To nie jest sprawa obok której można przejść obojętnie. Tym bardziej, że w drugiej serii Ammann też lekko przysiadł a dostał noty nawet 19-sto punktowe. Ktoś mi powie, że "sędziowie w skokach nie mają łatwo"? Może czas dać szansę na sędziowanie młodym zgodnie ze statutem FIS. Może pora wysłać tych panów na badania wzroku? Koszmar! Takie rzeczy nie powinny dziać się na zawodach najwyższej rangi. Porażka Międzynarodowej Federacji Narciarskiej. Klęska!
Źródło: winterszus.pl
Potrzeba spokojnego treningu. Tak określę postawę skoczków polskich w Turnieju Czterech Skoczni. Nie wysuwam daleko idących wniosków, bo w sezonie olimpijskim to nie ma żadnego sensu. Jestem na pewno lekko zawiedziony, ale nie przekreślam ich szans na dalsze sukcesy. Chłopcy już udowodnili na co ich stać, więc czas na śrubowanie swojej formy. Najmniej przejmuje się tym, że Kamil nieco odstaje odległościami od czołówki. Mistrz Świata z pewnością wie co robi i już podczas konkursów w Polsce powinno być dobrze. Warto przecież wspomnieć, że Stoch w ostatnich trzech latach aż trzykrotnie stawał na podium w indywidualnych konkursach w Zakopanem. Teraz zainteresowanie wzrosło na niemal maksymalny poziom. Bilety sprzedają się jak świeże bułeczki i nie wszędzie są już dostępne. Liczymy, że spokojny trening i odpoczynek dodadzą wiatru w żagle. Po co mówić o nieco słabszym występie podczas turnieju. To jest już historia. Przed nami najważniejsze wydarzenia sezonu. Ciężko będzie obronić koszulkę lidera podczas lotów, ale może Stoch znowu nas zaskoczy? Marzy mi się wielki powrót całej kadry. To wszystko jest możliwe. Musimy wciąż wierzyć i nie załamywać się, bo jak śpiewał Krzysztof Cugowski "A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój"!. Tego się trzymajmy!

sobota, 4 stycznia 2014

No comment - Innsbruck

Jeśli ktokolwiek myśli, że dzisiaj jestem szalenie uradowany bo Kamil Stoch wskoczył znowu na podium, to się myli. Jest to bez wątpienia wielki sukces, ale całą euforię zabiera mi to, w jaki sposób konkurs przebiegał. Nuda, wiatr, loteria i jeszcze raz loteria. Niby powinniśmy się cieszyć, że konkurs w ogóle się odbył. Bądźmy jednak szczerzy... jeśli zawody przeprowadzane są na siłę, to zwykle mamy niespodzianki.  Z największą dzisiaj - wygarną Anssi Koivuranty. Brawa dla niego. W sumie dobrze, że los uśmiechnął się do Finów. 
Jeden skacze z silnym wiatrem pod narty, drugi zaś po nim skaczący ma już wiatr w plecy. Niech mi p. Hoffer nie wyskakuje z żadnymi przelicznikami. One nie oddają właściwie nic. To jest ukłon w stronę organizatorów, a nie uczestników. Dzięki temu bowiem pierwsza seria doszła do skutku. W starym systemie pewnie oglądalibyśmy dwa konkursy w Bischofshofen. Ale dla statystyk najważniejsze, że się odbyło. Alleluja i do przodu!
Źródło: berktuschi.com
Dość już tych nerwów... chyba. Wiecie, że Kamil oddał jeden z lepszych skoków w tym sezonie? Jak ja widzę tą jego sylwetkę w locie to przenoszę się w jakiś inny wymiar. To jest skoczek, który zachwyca swoim stylem. W swojej próbie nie musiał walczyć z wiatrem w plecy, ale warunki z pewnością go nie rozpieszczały. Moim zdaniem w równych warunkach nie zostawiłby żadnych szans rywalom. Efekt mamy taki, że Stoch ucieka w generalce Schlierenzauerowi i Bardalowi. Ten ostatni zaś odnotował dzisiaj kolejny niezbyt udany występ. 14. miejsce to z pewnością nie jest szczyt marzeń dla Mistrza Świata. Szczęśliwy los na loterii wyciągnął dzisiaj Simon Ammann. Trafił na najlepsze spośród wszystkich warunki i skoczył 133,5 metra w dobry stylu. Nie bardzo dobrym, ale dobrym. Kamila wyprzedził o 0,1 punktu! Strata naprawdę niewielka, ale Szwajcar niebezpiecznie zbliżył się do Polaka w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wskoczył na drugie miejsce i wyprzedza Gregora o 21 punktów. Do naszego lidera Ammann traci 42 punkty. Jestem gorąco wierzącą osobą jeśli chodzi o wielkość Kamila i wiem, że czterokrotny Mistrz Olimpijski nie odbierze mu żółtego plastronu. Simi jest jednak na dobrej drodze do triumfu w Turnieju Czterech Skoczni. Traci do Dietharta blisko 10 punktów, ale mam nadzieję, że to Szwajcar wygra. Jeśli tego dokona, to zdobędzie wszystkie najważniejsze laury w skokach narciarskich. Coś niebywałego. Warto podkreślić, że austriacka widownia nie popisała się dzisiaj wysoką kulturą. W trakcie odgrywania humnu Finlandii słychać było głośny trąbienie i gwizdy. Wydaje mi się, że zwycięzcy zawsze należy się szacunek. Anders Bardal chyba miał rację nazywając kibiców w Austrii najbardziej szowinistycznymi. Ale cieszmy się, że my w Zakopanem nie musimy się już martwić o dziwne zachowania. Teraz tworzymy najlepszą atmosferę na świecie.
Źródło: berktuschi.com
Klemens Murańka może okazać się w Bischofshofen cichym bohaterem dla Polaków. W chwili obecnej nasz najpopularniejszy młody talent zajmuje dziesiąte miejsce. Jeśli utrzyma się na tej pozycji, to po raz pierwszy w historii ulokujemy aż dwóch polskich skoczków w czołowej dziesiątce Turnieju Czterech Skoczni. Taki sukces byłby niewątpliwie wielką nagrodą dla ponad 7 milionów widzów, którzy dzielnie śledzą poczynania naszych bohaterów. Nie mogę pominąć faktu, że w ubiegłym roku skoki narciarskie były najchętniej oglądanym sportem w Polsce!!! W TOP10 audycji sportowych z największą oglądalnością aż sześć miejsc zajmują konkursy w skokach. W tym jedna na czele. Szkoda tylko, że Telewizja Polska wciąż krzywdzi swoich widzów, każąc nam słuchać nieudolnego komentarza Sebastiana Szczęsnego. Mam do tego Pana szacunek, bo do każdego człowieka trzeba mieć. Ale powiedzmy sobie szczerze. Im dłużej komentuje on nasz sport narodowy, tym częściej jesteśmy wprowadzani w błąd. Nie da się tego nie zauważyć. Nie powinien mieć posady komentatora w Publicznej Telewizji. 

środa, 1 stycznia 2014

Austriacki Nowy Rok!

Nigdy nie jest tak, że zawsze będzie najlepiej. Nie można dzisiaj narzekać, że coś się skończyło. Trzeba przecież wziąć pod uwagę fakt, że nikt niczego nam nie obiecywał. Jasno określmy sytuację, że Kamil nie ma już realnych szans na podium Turnieju Czterech Skoczni. Jeszcze przed konkursem w Oberstdorfie wydawało mi się, że Stoch na sukces jest skazany. Jak to on ma nie wygrać? Czas najwyższy. Dziś moje spojrzenie na tą sytuację jest zupełnie inne. Czasami trzeba zostać sprowadzonym na ziemie. Nie zawiodłem się, bo zawsze wychodzę z założenia, że trzeba wierzyć. Należy jednak pamiętać, że coś takiego jak słabszy skok zdarza się największym Mistrzom. Tych największych poznaje się po tym, jak szybko się podnoszą. Wydaje mi się, że obecny lider Pucharu Świata udowodnił nam już nie raz, że po nieco słabszych występach potrafi wrócić na najwyższą lokatę. Z drugiej strony siódmego miejsca nie można określić złym. Wciąż jest na szczycie klasyfikacji i nawet najbliższych rywali dzisiaj wyprzedził. Bądźmy optymistami.
Źródło: inter-snow.com
Jeśli ktokolwiek ma myśli negatywne, zamartwia się nad naszą kadrą to radzę nie krzątać sobie tym głowy. Przecież dzisiejsze zawody były dla nas dobre. Jeśli macie wątpliwości, to cofnijcie się 2 lata do tyłu. Ile punktów zdobyliśmy? W trzydziestce mieliśmy tylko Kamila Stocha i Piotra Żyłę. Pamiętajmy wciąż o tym, że dla nas te lata wielkich sukcesów prawdopodobnie dopiero nadciągają. Występ w Engelbergu był przepiękny, nie da się odciąć od myśli, że jesteśmy faworytami. Oczekujemy coraz więcej. Ale to dobrze! Trzeba oczekiwać, ale mądrze. W Polsce zainteresowanie skokami automatycznie wzrosło. Dość powiedzieć, że oglądalność już jest olimpijska. Zawody w Oberstdorfie śledziło średnio ponad 7 MILIONÓW WIDZÓW! Takie wyniki osiągaliśmy za czasów sukcesów Adama Małysza. Mamy Mistrza, lidera i bogatą w świetnych skoczków kadrę. Pokażmy, że jesteśmy cierpliwi i potrafimy okazać im wiarę w ich umiejętności. Na plus trzeba zapisać skoki Macieja Kota. To już solidne odległości i przede wszystkim próby na luzie. Ten ostatni aspekt wydaje się chyba najważniejszy. Przed nami Innsbruck. Szczęśliwy, ale... austriacki...
Źródło: fanpop.com
Dzisiejszy konkurs to wielki popis Austriaków, ale przede wszystkich dwóch ich aktorów. Jeden doświadczony z wielkimi tytułami, który mimo świetnego drugiego miejsca został ZMIAŻDŻONY. Nazwijmy rzeczy po imieniu. Thomas Morgenstern odniósł wielki sukces i oddał świetne skoki, ale jego młodszy kolega właściwie nie dał mu żadnych szans na walkę o wygraną. Thomas Diethart zdumiewa. Nie jestem fanem Austriaków, ale jego styl i to wspaniałe czucie powietrza wprawia mnie w stan wielkiego zachwytu. Kto 2 tygodnie temu stawiałby, że wyskoczy nagle ktoś taki. Dwa razy skoczył ponad 140 metrów i zamknął wszystkim drogę do zwycięstwa. Nowy lider Turnieju, być może zwycięzca. Miałem nadzieję na przerwanie pasma zwycięstw w TCS skoczków Pointnera, ale wydaje się, że młodego objawienia nikt nie jest w stanie zatrzymać. Jeszcze wczoraj byłem skłonny powiedzieć, że nie będzie w stanie wytrzymać presji... zawstydził mnie. Podczas gdy Gregor Schlierenzauer zawodzi na całej linii, Morgi i Diethart bronią honoru w wielkim stylu. Ten olimpijski sezon jest wyjątkowo zaskakujący. 
Źródło: Archiwum własne
Mamy nowy rok i z tej okazji życzę Wam wszystko, co dobre! Dziękujemy Wam za te wielkie wsparcie, jakie nam okazujecie. Miniony rok był pierwszym tego bloga i zakładając go, nawet nie myślałem, że aż tylu ludzi będzie chciało tu zaglądać. Ponad 23 tysiące wyświetleń i blisko 170 fanów na Facebooku - możemy być dumni. Dziękuję za całego serca współautorom! Mam nadzieję, że przyszły rok będzie obfity w sukcesy naszych sportowców, bo zdecydowanie łatwiej pisze się o miłych rzeczach.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU OLIMPIJSKIEGO!

Justyna Kowalczyk a Tour de Ski. Puchar Świata jednak pozostaje w Polsce?

            Miałam pomysł na ten artykuł, więc już w sobotę chciałam go napisać. Jednak pełna emocji usiadłam przed komputerem i nie byłam w stanie wycisnąć z siebie czegokolwiek składnego. Smutek, żal i gniew uniemożliwiły mi logiczne myślenie, zatem postanowiłam ochłonąć kilka dni i dopiero wtedy zabrać się za pisanie. Teraz widzę, że to była bardzo dobra decyzja, ponieważ Nowy Rok przywitał nas genialnymi wiadomościami:
Marit Bjoergen zrezygnowała z Tour de Ski!
Jednak zacznijmy może od początku.
Gdy w zeszłym tygodniu pojawiły się informacje od Justyny Kowalczyk, iż może nie wystartować w Tour de Ski, ponieważ poziom zawodów po zmianie niedzielnego biegu z 10 km stylem klasycznym na sprint stylem dowolnym, nie jest wyrównany. Pomyślałam wtedy, że to dobra zagrywka z jej strony. Lecz wtem zaczęła dochodzić do głosu opinia publiczna; jedni twierdzili, że Kowalczyk odpuściła, bo nie idzie jej bieganie łyżwą, inni węszyli tutaj norweski spisek. Tour de Ski od początku stawiało na wielodniową, wycieńczającą, ale i wszechstronną walkę, dlatego w wypadku, kiedy 5 z 7 biegów cyklu jest przeprowadzane w technice klasycznej, widać pewną nieprawidłowość. Gdy Polka protestowała u organizatorów i Międzynarodowej Federacji Narciarskiej poparł ją jedynie norweski biegacz Petter Northug. Dlaczego? Czyżby wszyscy bali się FISu? Moim zdaniem gdyby zebrali się większą grupą czołowych zawodników, z tzw. grupy czerwonej, mogliby coś osiągnąć. A w wypadku gdy nasza mistrzyni nie została poparta, potraktowano jej słowa jako czcze groźby. Przecież to ona wraz z Marit Bjoergen wypromowały ten cykl! Gdyby nie Polka i Norweżka Tour nie cieszyłby się takim zainteresowaniem, bo w końcu każdy uwielbiał oglądać zaciętą walkę tych kobiet kończącą się w Val di Fiemme pod Alpe Cermis. Prawda jest taka, że FIS uległ organizatorom, czyli władzom Oberhofu i właśnie w ten weekend postawił na Niemki, którym sprint łyżwą był bardzo na rękę oraz pokazał je w dobrym świetle przed własną publicznością.

            Spójrzmy na udział Justyny Kowalczyk w Tour de Ski w liczbach:
            - sezon 2006/2007 – miejsce 11.
            - sezon 2007/2008 – miejsce 7.
            - sezon 2008/2009 – miejsce 4.
            - sezon 2009/2010 – miejsce 1.
            - sezon 2010/2011 – miejsce 1.
            - sezon 2011/2012 – miejsce 1.
            - sezon 2012/2013 – miejsce 1.
           
            Ewidentnie widać tu szybki wzrost formy Polki, lecz i szanse w tourze w zeszłych latach były wyrównane. W każdym poprzednim cyklu ilość biegów stylem dowolnym była w miarę możliwości wyrównywana z ilością biegów style klasycznym.
            Dzisiaj w Internecie zawrzało od wiadomości upublicznionej przez Marit Bjoergen. Norweżka postanowiła się wycofać z touru, ponieważ ma problemy z kondycją oraz walczy z chorobą - grypą żołądkową. Nie dziwi mnie jej decyzja, bo to zwykle Norweżka wybierała rezygnację z zawodów na korzyść treningów na mistrzostwa/igrzyska. Jednak teraz ta wiadomość ma dodatkowy podtekst. Gdy Kowalczyk zrezygnowała cały Tour stracił na wartości, nazywano go sarkastyczne „Tour de Bjoergen” lub „Tour de sprint”. Więc nie dziwi decyzja Marit Bjoergen, której zarzucano wygraną walkowerem w cyklu, a jako, że żadna przedstawicielka Norwegii nigdy jeszcze nie triumfowała w tym tourze, taka wygrana nie byłaby prawdziwym zwycięstwem. Po prostu utonęłaby w ferworze oburzenia i nie byłaby w pełni uczczona. 
Dla nas ta decyzja jest zbawienna. Dzisiaj, gdy dowiedziałam się o tym, dostałam najlepszy prezent noworoczny w życiu! Przecież rezygnują z Tour de Ski Justyna Kowalczyk straciła możliwość wygrania Pucharu Świata w sezonie! Wtedy, w sobotę, nieziemsko rozpaczałam, nie mogłam pozbierać myśli, a wywiady ze smutną Kowalczyk wcale nie podnosiły na duchu. W końcu w tourze jest do zdobycia od groma punktów: od 50 do 1 punktu za wygraną w poszczególnych biegach oraz od 400 punktów za wygraną w cyklu do 4 punktów za 30. miejsce. Więc oczywiste, że zwycięzca Tour de Ski zwykle wygrywa w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. A dzisiaj, odrodziłam się na nowo!
Pozostaje nam cieszyć się, radować, życzyć Justynie intensywnego udanego treningu oraz czekać na widowiskową wspinaczkę pod Alpe Cermis, ponieważ Polka zapowiedziała, że weźmie udział w organizowanym 5. stycznia biegu amatorskim! 
Agnieszka Majczak

Ciekawostka o nas...

Czy wiesz, że po wpisaniu w wyszukiwarce Google hasła: Mika Kojonkoski, nasz wpis "Mika Kojonkoski - wymarzony trener" znajduje się na drugim miejscu? W ostatnim czasie to jeden z najchętniej czytanych artykułów na naszym blogu. Autor tego tekstu (Mateusz Król) został natchniony do jego napisania, po lekturze książki o "Mika Kojonkoski - tajemnica sukcesu".